Hej. Chyba miałem w akwarium tę chorobę. Chyba, bo wcześniej się z tym nie zetknąłem i mogę wnioskować na podstawie tego, co przeczytałem i co podpowiadało AI

W każdym razie świeżo wpuszczone młode razbory klinowe zaczęły padać jak muchy. Najpierw robiły im się białe płetwy, potem chore egzemplarze zbijały się w grupki i zachowywały jak "zombie" - cały czas jakby zawisały w wodzie koło filtra, płynąc pod prąd wody. Te chore separowały się od zdrowej grupy. Co jakiś czas jakby nimi lekko rzucało, potrafiły też robić kołowrotki - dosłownie obrót o 360 stopni, jakby traciły równowagę. Całkowicie traciły też apetyt.
Wszystkie ryby padły na przestrzeni dwóch, trzech tygodni.
Zakładam, że to była mykobakterioza, więc wyrzuciłem całe
podłoże, rośliny i
filtrację (była tania, więc nie problem).
Akwarium właśnie zostało solidnie spryskane spirytusem salicylowym od wewnątrz, w tym spirytusie leżą też wszystkie metalowe akcesoria. Dałem też do niego siatki, którymi wyławiałem chore ryby - ale nie wiem, czy ich nie wyrzucić?
Podobnie nie wiem, co zrobić z wężami do spuszczania / nalewania wody + wiadrami, którymi obsługiwałem akwarium. Może jak naleję bardzo gorącej wody i parę razy przepłuczę, to wystarczy?
Nie wiem, pierwszy raz przeprowadzam taką procedurę...
Oczywiście w trakcie pracy używam gumowych rękawic.