Chciałbym w tym wątku opisać krótko mój przypadek. Otóż nagle po blisko dwóch latach od założenia akwarium pojawiła mi się dziwna choroba na neonach innesa. Białe "waciki" na praktycznie całym ciele w różnych miejscach w zależności od osobnika. Następnie stopniowa utrata płetw, wychudzenie, wykrzywienie kręgosłupa, deformacja pyska, niemożność przyjmowania
pokarmu i ostatecznie zgon. Z ławicy 25 osobników padło mi 6. Co ciekawe na inne gatunki choroba nie przechodziła. Mam otoski, żałobniczki i ramirezki. Dopiero po 3 miesiącach od pojawienia się oznaków choroby padły w ciągu jednego tygodnia 2 otoski co jednak nie znaczy, że z powodu tej choroby. Nie miały bowiem żadnych oznak zewnętrznych. Postawiłem jednak zareagować. Większość leków na rynku jest jednak droga i właściwie każdy jest na co innego. Można więc kombinować, tracić pieniądze a choroby i tak nie wyleczyć. Ja uważałem, że u siebie mam chorobę bystrzyków neonowych. Niby nie istnieją na nie żadne leki a akwarium trzeba restartować. Nie chciałem tego robić. Postanowiłem kupić penicylinę (nie mieszkam w Polsce i jest u mnie dostępna bez recepty). Dawkę ustaliłem na 5 x 1.000.000 mln jednostek czyli prawie 2 ampułki na 150 litrów netto wody. Penicylina ma szerokie spektrum działania. Leki akwarystyczne i tak rozwaliłyby mi biologię podobnie jak uczyniła to penicylina. Minęły 3 tygodnie od leczenia. Biologia odbudowana bardzo łatwo produktem microbe lift. Żadnych ofiar śmiertelnych w rybach. Rośliny nie tylko nie ucierpiały a wręcz dostały kopa po tym antybiotyku. I co ważne choroba zatrzymana! Nie wiem co myślicie o stosowaniu antybiotyków w akwarium ale ja uważam że czasem warto gdy już nie ma nadziei. Lekarstwo kosztowało mnie ok 3 zł.