Obudziłem się dzisiaj rano i postanowiłem, że napiszę coś o moim pierwszym akwarium, które co jak co nie budziło żadnych zastrzeżeń.
Było to 5 lat temu (czyli miałem 12), puste szkło leżało w piwnicy więc się zapytałem taty czy mogę założyć sobie akwarium. Oczywiście się zgodził, bo sam kiedyś się fascynował akwarystyką roślinną. Zrezygnował w momencie kiedy pękło mu szkło przygotowane pod Paletki - 250l wody wylądowało na podłodze. Było to akwarium 10 litrowe o wymiarach 33x14x22cm. Gdy już umyłem akwarium, poszukałem jakiegoś
korzenia w piwnicy - znalazłem idealny. Teraz tylko trzeba było kupić piasek i... szklankę mchu java, który teraz trochę kosztuje, a wtedy wystarczyło 2PLN
Gdy już wszystko było gotowe, mech przywiązany do korzenia, korzeń zatopiony, piasek wsypany to nastał czas na
krewetki. Dostałem od kolegi z klasy 5 Babaulti (sądzę, że samce, bo wogóle nie było młodych).
Filtrację pełnił mały filtr wewnętrzny bodajże Aqua Szut, była mała wirówka ale to nic
OK, wszystko wystartowało. Nad akwarium świeciła lampka biurkowa 50W oczywiście barwa ciepła. Nie stosowałem wtedy żadnego nawożenia, żadnego podawania CO2, kompletnie nic! Podmiany wody robiłem jak mi się chciało, ale tata powiedział o tym aby nie robić ich co kilka dni. Trzymałem się tego. Po miesiącu akwarium zarosło na tyle, że musiałem zrobić przycinkę mchu. O dziwo, tak, o dziwo... ZERO GLONÓW !!! Tak jak na początku mech zajmował może 5% akwarium, tak przed przycinką było to może i nawet 40-50%.
I tak to sobie rosło do czasu kiedy mi się znudziło
Jak znajdę zdjęcia to podeślę, bo poszukiwania teraz nie przyniosły rezultatu.
Pamiętam pierwsze żarty znajomych:
a co Ty potem robisz z tymi krewetkami? jesz je czy co?
Nawet do dzisiaj się zdarza, że ktoś przychodzi do mnie, wpatruje się w akwarium i zawsze leci ten tekst.
Czy ktoś może mi wytłumaczyć czemu nie miałem wogóle glonów? Bo do dzisiaj nie umie tego pojąć.