Ech... Przekombinowałem. Wymyśliłem sobie, żeby wyhodować biologię w dnie akwarium i... udało się :P
Ściślej - nasypałem żwirku, uruchomiłem małą kaskadę i posadziłem bakopę, hygrofilię corymbosę i hygrofilię polyspermę. Ta ostatnia okazała się odmianą rosanervig i obecnie jest w stanie agonalnym. Żeby rośliny totalnie nie głodowały, to podaję vimi all in one i carbo, oba po dwa psiknięcia. Baniak 72 litry. Trochę też dmucham CO2 w dzwon, ale wiadomo jak to działa.
No i cóż - akwarium ma jakieś 5 tygodni, woda nawet jest w miarę czysta, na początku rzuciło okrzemkami tak, że mało co było widać w środku, ale teraz okrzemki są w totalnej defensywie, podobnie zielenice punktówe, które odpuściły po zmniejszeniu światełka.
I co z tego, jak w toni wodnej pływa dosłownie setki białych robaczków. Po podmianie i poruszeniu wody przy dnie pływa ich jeszcze więcej. Wychodzi na to, że stałem się hodowcą robaków. I co by tu z tym fantem zrobić?
To co rozważałem samemu:
1) restart totalny + przepłukanie dna.
2) wywalenie polyspermy, bo chociaż bardzo chciałem, żeby jakoś odbiła, to chyba bez CO2 sobie nie poradzi. Niby pojawiają się wierzchołki wzrostu, ale widać że to tak drepcze, choćby chciało a nie mogło.
3) podpiąć reaktor na kwasku cytrynowym? Może jak rośliny będa w lepszej kondycji, to będzie mniej detrytusu, a co za tym idzie - nicieni?
4) podpiąć duży kubeł pod to? Ale na akwarium gdzie nie ma
podłoża aktywnego i prawie nie ma CO2 to nie wiem, czy nie armata na komara?
5) robić duże podmiany wody z procedurą czyszczenia dna?
6) a może olać i samo przejdzie, jak okrzemki? Na razie to wygląda, jakby akwarium miało owsiki :P