Witaj

Podepnę się. Twoja sytuacja jest prawie identyczna jak moja. Miałam w 63 l dobraną parkę (nie od razu - ale to dlatego, że samiec był młodszy i trochę mniejszy - samica początkowo go przeganiała, potem go zaakceptowała i przyjęła jako partnera). Pięknie podchodziły do tarła, wyglądały na zgodne. Do czasu. Jakoś późną wiosną zaczęło się ganianie samicy; ta bladła, panikowała, nie miała życia. To ich rozdzielałam, żeby ją ratować, to łączyłam - nie pomagało nic, kończyło się zawsze na poszarpanych płetwach obojga, a nawet niewielkich ranach - też u obojga. Po prostu się tłukły. Ale zawsze to samica ostatecznie przegrywała i ustępowała, przez co była bez litości bita.
Od jakiegoś czasu mam akwarium 200 l, mocno zarośnięte nadwódkami, żabienicami,
anubiasami itp., z kryjówkami z łupin kokosów, z dwoma
korzeniami. Dałam do niego tę parkę kłótników + jeszcze kilkoro młodych, nowych Ramirezów. Moja kłótliwa para się o dziwo zeszła, zrobili nawet tarło! i pilnowali ikry przez kilka dni (głównie samiec). Teraz "oczywiście" ikra zniknęła, stracili zainteresowanie swoim tarliskiem, za to pływają po całym akwarium i pokazują swoją dominację całej reszcie rybostanu. Pozostałe Ramirezy są blade, uciekają przed nimi, choć przy karmieniu problemów za bardzo nie ma - kto pierwszy, ten lepszy, jest niezła rywalizacja

Jednego z młodych samczyków musiałam odłowić do małego akwarium, bo widziałam na własne oczy, jak się bił z dominującą parą, i to nie raz. I to tak, że uszkadzał im ogony, dziobał w bok. Ale kiedy on był w akwarium, cała połowa należała do niego (i małej samiczki). Teraz maluchy są zastraszone, a rządząca para rozbójników ma wszystko.
Mam nadzieję, że to się nie skończy dla tych młodych źle. Nie wiem, jaki wpływ ma ciągłe przeganianie - czy aby nie męczę ryb, trzymając je w takiej konfiguracji?... Jestem jednak pewna, że gdybym zostawiła samą dominującą parę, to przemoc samca by znów wróciła (tak było nie raz i nie dwa). Teraz "przynajmniej" agresja się rozprasza na więcej "obiektów". A z kolei połączenie dwóch dominujących par kończy się fruwającymi płetwami, może nawet łuskami...
Ramirezy to są trudne ryby. Bardzo problemowe. Nie mają racji ci, co twierdzą, że to takie łagodne i proste pielęgniczki. Powodzenia Ci życzę z nimi, trzymaj też za mnie kciuki. Bo nie mam pojęcia, jak to się skończy, jak sobie wszystkie poukładają w tym większym baniaku - i czy w ogóle dojdzie do jakiejś zgody.
Pozdrawiam
12dot12