Zbiornik:38x26x20 grubość szkła 6mm (19L) podobno opti white
Filtracja:Aqua Clear 30 - 10% gąbki gruboziarnistej, 40% waty, 50% Nitrasa od MHK
Owietlenie:2 x Aquael Decolight 9W
Podłoże:Aqua Substrate II+
Kamienie:Jakieś zwykłe skały od dziada z hurtowni kamienia
Woda:Zwykła odstana 48-godzinna kranówka - codziennie podmiana 2-3 litrów
Nawożenie:Póki co tylko Carbo i potas od Aqua Artu (1 delikatne kliknięcie dziennie)
Flora:Limnophilia sesiliflora
Hydrocotyla verticiliata
Hydrocotyle tripartita
Lilaeopsis brazilensis
Micrantherum micrantenoides
Cabomba carloliniana
Fauna:14 szt. fire red
Krótka historia:Moja przygoda z akwarystyką trwa z przerwami od 1994 r., kiedy to jako 10 letni chłopak znalazłem w rodzinnej piwnicy 30 litrowe akwarium z zeszłej epoki. Niewielu jest pewnie forumowiczów, którzy widzieli kiedykolwiek ręcznie robione akwarium z maksymalnie zielonej szyby, klejonej białym silikonem. Gdy teraz o tym myślę ciarki przechodzą. Do tego brak jakiegokolwiek podłoża tylko jakieś kamienie z podwórka,
grzałka piaskowa, pompka z lat 70-tych, a jako obsada 2 malutkie welonki. Nie przeszkadzało to jednak być po kilka godzin dziennie być przyklejonym do przedniej szyby. Taki był początek. Potem były akwaria coraz większe. Wraz ze wzrostem litrażu technika też szła do przodu. Prawdziwym skokiem cywilizacyjnym były dwie rzeczy: grzałka z termostatem i przede wszystkim filtr kaskadowy (przedtem tylko gąbkowy). Nie mogłem uwierzyć, że woda w akwarium w końcu może być czysta. To był stary dobry Aqua Clear Mini i kosztował mnie jako dzieciaka majątek. Obsada zbiorników z biegiem lat była różna. Od żyworódek poprzez pielęgnice kończąc na pyszczakach z Malawi. Ostatnie akwarium zlikwidowałem w 2005 r., gdy rodzice wykończeni rachunkami za prąd grzecznie poprosili o wygaszenie zbiornika. Nie oponowałem zbytnio, bo i tak był to czas kolorowego studenckiego życia. Potem pierwsza praca, małżeństwo, własne mieszkanie. Niemniej jednak iskierka i pamięć o wodzie gdzieś się tliła. W listopadzie zeszłego roku przeglądając Youtube przypadkowo natrafiłem na film instruktażowy z zakładania akwarium. No i się zaczęło. Nie było już odwrotu. Po dwóch miesiącach planowania, negocjacji z żoną i przeglądania setek stron dla akwarystów zapadła decyzja o założeniu małego "rośliniaka". Akwarium miało spełniać kilka podstawowych założeń. Być niewielkie (brak miejsca w mieszkaniu), ekonomiczne, nieuciążliwe dla domowników i cieszyć oko ciekawą, dobrze utrzymaną aranżacją. Dodatkowo dla mnie miało być wyzwanie, bo nigdy nie udawało mi się wyhodować ładnych i zdrowych roślin. Dlatego w pewnym momencie przerzuciłem sią na Malawi. Tak też zgodnie z przygotowaniami akwarium wystartowało 24 stycznia br. Pierwszy tydzień był bardzo trudny. Woda mleko, wszystko zaczęło pokrywać się pleśnią. Straciłem ponad połowę roślin. Po 10 dniach bardzo szybko wszystko zaczęło się klarować i na oko stabilizować. Dorzuciłem do filtra watę i zacząłem stosować codzienne duże podmiany wody. Bojąc się glonów dokupiłem szybko rosnące roślinki (Cabomba, Limnophilia), jako absorberów związków odżywczych. Tak minęły krytyczne chwile rezygnacji i utraty entuzjazmu. Na dzień dzisiejszy po 23 dniach od startu wszystko układa się po myśli. Wszystkie rośliny notują przyrosty mimo, że palę światło tylko 6 godzin na dobę i nie podaję CO2. Kilka dni temu w akwarium zadomowiły się fire redy. Okazało się że koleżanką z pracy ma ich plagę u siebie w domu. W ramach codziennej pielęgnacji utrzymałem podmiany wody (2-3 litry) wraz z nawożeniem potasem i węglem w płynie. Raz w tygodniu robię większą podmianę (30%), usuwam niemrawe listki i czyszczę szyby. Testów wody nie prowadzę. Prócz ustabilizowania się zbiornika cieszy mnie przede wszystkim brak jakichkolwiek sygnałów o pojawieniu się glonów. Być może to ilość roślin, częste podmiany i dobra filtracja biologiczna. Tyle ode mnie na ten moment. Życzę sukcesów innym forumowiczom.