Wykluwają mi się głowaczki (
tateurndina ocellicauda). Niby żadna sensacja, bo niby samiec + samica = dzieci, ale jednak! Tarły się już kilkakrotnie, ale zawsze ikra znikała. Podejrzewam, że zjadał ją tatuś osobiście, bo przez wiele dni pilnował ikry, nie opuszczając jej ani na sekundę i nie jedząc. Skoro nie dopuszczał do ikry nikogo, nie wyłączając samicy, to chyba sprawa jest jasna. Ale do rzeczy.
Głowaczki upodobały sobie kilkucentymetrowy kawałek bambusa, zasłonięty z jednej strony kamykiem, ale tak, by zawsze był niewielki przepływ wody, a jednocześnie tylko jedno wejście. Od jakichś dwóch miesięcy trą się regularnie, praktycznie nie opuszczając rurki. Najpierw przesiadują tam oboje przez kilka dni, potem samiec wygania samicę i pilnuje ikry, przerywając wachlowanie (dotlenianie) jedynie na parę minut snu. Z reguły zjadał wszystko, gdy zarodki przestawały by kuleczkami i osiągały już kształt przecinka, ale tym razem pokpił sprawę i nie zjadł do końca. Zostawiwszy kilkanaście jaj na "suficie" bambusa, zaprosił samicę i wspólnie zajęli się nową porcją dzieciaków. Doszło do tego, że w rurce były dwa różne mioty.
Pomyślałem: dosyc żarcia - wynocha! Jednakże samiec nie dawał się wygonic w żaden sposób. Nie pomagało przetykanie rurki wyciorem - zawsze tak przywarł do ścianki, że zostawał w środku. Wyciągałem również rurkę pionowo z wody, ale on klinował się w środku, a gdy prawie już zostawał w akwa, to skakał w górę do rurki i znów się cwaniak klinował!
W końcu wyciągnąłem go za ogon i przytkałem rurkę z drugiej strony, pozostawiając ciągle niewielki przepływ wody. I oto 2-3 godziny po tej operacji z tych "niedojedzonych" jajeczek zaczęło coś wyłazic: pokazały się dwa ogonki! Dzisiaj jeszcze nie karmię, ale jutro-pojutrze chyba trzeba już zacząc.
W związku z tym pytanie:
czy jedynym pokarmem małych głowaczków jest artemia? Czy może byc coś prostszego, np. mikrovit? Jeżeli ktoś ma doświadczenia w tej materii, proszę o pomoc.