Witam
W grudniu po powrocie do domu z wizyty w szpitalu, odkryłem że filtr Fluval FX6 się zepsuł. Silnik działał pulsacyjnie czyli sekundę działał po czym wyłączał się na 2 sekundy. Całe akwarium szlag trafił bo przez kilka dni kubełek wywalił cały syf z siebie. Odłączyłem filtr, podłączyłem 2 filtry wewnętrzne a Fluval jako, że miał 2 lata i 8 miesięcy poszedł do naprawy na gwarancję. Pod koniec stycznia wrócił z naprawy.
Ale jako że dalej miałem problemy zdrowotne to dopiero pod koniec lutego się zabrałem za akwarium. Ryby odłowiłem do beczki i przystąpiłem do restartu. Akwarium przy okazji zmieniło swoją lokalizację. Na początku marca zalałem zbiornik wsadziłem dwa filtry wewnętrzne i akwarium hulało do wczoraj. Wczoraj postanowiłem podłączyć Fluvala z biologią wziętą z tych filtrów wewnętrznych (jakieś stare tetry z miejscem na ceramikę). Podłączyłem wszystko, filtr działa jest super.
No niestety nie było super, ale o tym dowiedziałem się dziś wstając. Akwarium zastałem rano całe w pianie, a filtr tak jakby wyrzucał z siebie powietrze jak z kostki napowietrzającej, całość śmierdzi jakąś chemią. Część ryb pływała jakby naćpana, część padłą, części w ogóle nie znalazłem.
Dychające ryby wylądowały szybko w kranowicie w wiadrze. Całe 7 sztuk

2 neony czerwone i 2 rodostomusy wyglądają po pół godziny całkiem ok, 1 kirysek lamparci coraz lepiej, 2 skalary manacapuru F1, które mam 5 lat ledwo dychają.
I teraz mam pytanie co oni do tego kubła wrzucili, przy wymianie silnika, że się tak to skończyło? Czy SERA Toxivec to wyciągnie z wody czy czeka mnie kolejny restart. A jeśli kolejny restart to co z
podłożem aktywnym (MasterSoil)? co z roślinami? co z tym zasranym filtrem?
Miał ktoś podobny przypadek?
PS. Akwa 300 litrów, obsada była 2 skalary, 10 neonów czerwonych, 5 rodostomusów, 4 kiryski lamparcie, 6 otosków, 3 zbrojniki niebieskie i 3 stare kosiarki