Witajcie!
Muszę się utwierdzić w przekonaniu lub rozwiać wątpliwości.
Miałem istną plagę czegoś w
rodzaju rureczników w dnie.
Wcześniej w akwarium miałem 4 duże dyskowce i setki krewetek RC.
Dyskowce podjadały...krewetek było coraz więcej. Z racji ogromnych potrzeb na
pokarm (chodzi o dyskowce) w dnie zalęgły się glizdowate różowawe hatifnaty wystające 5mm ponad piasek. Czasami po przekarmieniu tworzyły istny różowy dywan.
Poszukałem, doczytałem - kupiłem kirysy bodajże pstre.
Przy dwóch sztukach szybko zauważyłem redukcję robactwa.
W między czasie sprzedałem parkę palet, a pozostała parka wyspecjalizowała się w wyjadaniu krewetek na tyle, że wytępiły populację (wcześniej bimbrownia potrafiła zagazować 100 krewetek a ubytku nie było widać). Z czasem było ich mniej i mniej choć samice chodziły z jajami.
Przyszedł moment rozstania z ostatnią parą dyskowców i zostały tylko dwa kirysy, piskorek i dwa otoski i rzecz jasna pozostałe kilka krewetek na krzyż.
Aby wytępić maksymalnie te robale dokupiłem jeszcze 4 kiryski.
Z czasem dorzucałem krewetek a nadal nie widać przyrostu populacji choć samice noszą jaja i z czasem widać, że te jajca znikają.
Miniaturowych RC ani śladu! Kirysy je jedzą?
Jakie są wasze spostrzeżenia?
Jako ekipa sprzątająca kiryski są rewelacyjne ale teraz kwestia czy drobnicę krewetek też wyjadają z gęstych zakamarków?