Zostałem zmuszony do powiększenia zbiornika. Zrealizowałem to w sposób opisany w
tym wątku. Woda odstała w nowym zbiorniku kilka dni (chlor), w akwarium znalazł się filtr i całość została połączona w sposób podany we wspomnianym wątku. Nie działo się nic złego. Po dodaniu
podłoża i posadzeniu roślin przeprowadziłem testy pH, NO2, NO3, NH4 (poza NO3 Zooleku wszystkie SERA). Jedynie NO3 przekraczało 20.
Po przeniesieniu części przepłukanego podłoża z małego akwarium (stopniowe usuwanie) do dużego, ampularie znajdujące się w małym akwarium (z narybkiem) zaczęły wydzielać żółty śluz i chować się w muszlach. Na drugi dzień stwierdzam zgon (są rozłożone i nie reagują na dotyk) a większość narybku nie żyje lub ma problemy z pływaniem. Jedynie najstarsza Danio margaritatus najwyraźniej ma się zupełnie dobrze.
W obu zbiornikach znajdowały się Neocaridina heteropoda - w małym 3szt. w dużym 5szt., dodatkowo w dużym 4 dorosłe D.margaritatus.
Krewetki mają się dobrze, nawet zrzuciły wylinki, normalnie żerują. Dorosłe D.mararitatus są troszkę płochliwe, ale to raczej z powodu "łysości" zbiornika.
W starym zbiorniku było podłoże krzemowe czarne (syntetyk) przez dwa miesiące nie sprawiające problemów, w nowym wylądowało 6B firmy Gravel (taka cegiełka, też syntetyk).
Co może być powodem? Nie mam testów na inne szkodliwe substancje, ale wydaje mi się że pierwsze odczuły by je krewetki. Zdaje sobie sprawę z możliwości zachwiania równowagi w zbiorniku, ale parametry nie zmieniły się, poza minimalnym wzrostem NO3.
edit: testy z 10.06 16:30:
pH: 7
NH4: poniżej 0.5mg
NO2: 0
NO3: około 10
TwO: 18N
TwW: 9N
Woda to felińska Lublinianka
edit: 14.06.2009
Byłem zmuszony do wyjazdu i zbiorniki zostały same. Po powrocie ampularie były już zakiszone w pojemniku w którym umieściłem je przed wyjazdem. Podczas mojej nieobecności nic nie padło, mało tego - w starym zbiorniku pojawiły się nowe larwy D.margaritatus, a to oznacza że ikra nie ucierpiała. To wszystko razem staje się coraz bardziej dziwne ponieważ ikra dawniej obumierała jeśli była przenoszona ze zbiornika ogólnego do kulki w której znajdowały się starsze młode - woda w kulce pochodziła ze zbiornika ogólnego, ale pobierana była kilka do kilkudziesięciu godzin wcześniej - wzrost pH, zapewne amoniaku z powodu zwierząt i glonów które się tam znajdowały. Tutaj, dużo większe zwierzęta zginęły a ikrze nic się nie stało.
Zastanawiam się nad rozwiązaniem w którym ampulariom coś zaszkodziło a wydzielana przez nie substancja (słyszałem że wiele zwierząt wodnych a nawet roślin wydziela coś w
rodzaju biochemicznej bariery obronnej) zaszkodziła najmłodszemu narybkowi (skrzela). Tylko tak mogę tłumaczyć fakt że starszym zwierzętom i ikrze nic się nie stało. Tylko co mogło by uszkodzić ślimaki, nie uszkadzając RC, przecież krewetki są bardziej podatne?
edit: 19.06.09
Sprawdziłem juz chyba wszystko, parametry które mogę zmierzyć niespecjalnie się zmieniły, pH powyżej 7 i ogólna doszła do 20N. Nowo zakupione ampularie po 10h od wpuszczenia do zbiornika mają objawy zbliżone do tych poprzednio - zamykają się niecałkowicie i wydzielają śluz (zostały wyjęte ze zbiornika do czystej, odstanej wody - po powrocie z pracy zobaczę czy coś z nich będzie). Przez chwilę myślałem że poprzednio był to efekt nadmiaru CO2, ponieważ przedawkowałem troszkę ostatnio i najmłodszy narybek miał podobne objawy jak poprzednio.
Wyeliminowałem chyba wszystkich podejrzanych i zostaje mi tylko podłoże.
Tylko co w nim jest? Miedź? Zauważyłem że stare podłoże ma właściwości magnetyczne :O
Teraz zastanawiam się jak zrealizować wymianę podłoża - nie jestem w stanie naszykować tak dużej (około 40l) ilości odstanej wody a nie mam możliwości przeniesienia dorosłych D.Margaritatus do innego zbiornika. Krewetki mogą wylądować z narybkiem. Próbować usunąć podłoże i filtrować wodę przez węgiel? Tylko jak to zorganizować przed pierwszym...
edit: 21.06.09
W piątek (19) zakupiłem bazalt 2-4mm i 5-10mm, chciałem tylko drobny, ale niestety 6 worków nie udało się skompletować (ogólnie jakoś ciężko było znaleźć grys bazaltowy w lublinie). Rośliny i korzeń zostały przepłukane, podobnie filtr. Woda chlorowana chlorem gazowym, więc doba silnego napowietrzania i ogólnej pralki w akwarium. Akwaria zostały rozdzielone i połączę je dopiero po usunięciu podłoża z akwarium narybku, jednocześnie kilka podmian wody żeby zmniejszyć stężenie "czegoś" wydzielanego przez żwirek. Krewetki wylądowały z narybkiem, a dorosłe Danio po 24h wylądowały w nowym zbiorniku - widać wyraźną zmianę zachowania (na lepsze) - nie wiem czy mam to zwalić na mniejsze stężenie tej nieznanej substancji czy też kolor dna. Jeden samiec bardzo wychudł i nie wiem czy przeżyje - czas pokaże... Wygląda na to że to coś nie zrobiło krzywdy jedynie krewetkom...
Co się tyczy ampularii to jedna z 2 ostatnich egzemplarzy (znajdowała się w zbiorniku z narybkiem) jeszcze żyje dzięki wielokrotnemu płukaniu - jej koleżanka która znajdowała się bezpośrednio w skażonym zbiorniku nie miała takiego szczęścia. Niestety nie mam jeszcze pewności czy przeżyje bo jest bardzo niemrawa. Pozostaje czekać - nie słyszałem żeby ktoś leczył ślimaki z zatruć :O
Tak sobie prowadzę ten monolog i nikt nic nie napisał
edit: 06.07.09
Sytuacja się ustabilizowała. Poprzednie ślimaki nie przeżyły zatrucia. Obecnie mam 3 nowe, młodsze egzemplarze zachowujące się już normalnie. Słaby samczyk Danio padł. 10 nowych RC (w tym samce) zaowocowało już 3 samicami noszącymi jaja i wydaje mi się że szykują się następne - ciężarne lądują w akwarium narybkowym ze względu na zasłyszane w sieci informacje, jakoby dorosłe danio zjadały małe krewetki. Młodych Danio jest około 10 i są już całkiem spore, a dodatkowo system połączeniowy sam przenosi nowe larwy do akwarium narybkowego (na razie wydaje mi się że większe mniejszych nie zjadają), przez przypadek stworzyłem całkiem ciekawy system który zapewne zwielokrotni wydajność ze względu na powiększenie stadka dorosłych do 8 sztuk.