Cześć zakładam ten temat bo może się to komuś przyda. Na internecie raczej nie znalazłam tego co mi się przydało zanim doszło do tragedii ale z własnych obserwacji napiszę co następuje.
W akwarium pojawiło się sporo wypławki nie stosowałam chemii no planaria sprawę rozwiązałam mechanicznie i pułapkami z rozgniecionymi ślimakami na przynętę. Mianowicie wypławki wydzielają jakąś toksynę która paraliżuje
krewetki. Rażona tą toksyną krewetka leży na boku i pomału jest zjadana przez te paskudztwa. Nigdy wcześniej tego nie widziałam ale potwierdzam słowa jednego jutubera z neta bo miał ten sam przypadek. Jak masz wypławki a widzisz że ślimaki zaczynają umierać zostawiając puste muszelki to wiedz że szykują się kłopoty. Moją ciężarną krewetkę zaatakował taki wypławek dziewczyna zmarła ale że była w ciąży zrobiłam jej małą operację i odzyskałam delikatnie jajka.Jajka są pokryte substancją lepką ale bez uszkadzania ciała matki idzie je delikatnie zabrać pęsetą i potem pipetą. Jajka przeniosłam do pojemnika do wylęgu jaj. Dodam że jaja były prawie donoszone czyli miały już oczka. Wczoraj zaczęły się z nich wylęgać młode które trafiają do kotnika obok. Uznaje to raczej za cud że żyją ale w ciele matki na pewno już by umarły gdyż były już atakowane przez wypławki. Coś okropnego. Stałe podłączenie do delikatnego strumienia bąbelków z pąpki zapewnia im ruch by nie gniły przeczytałam że można dodać ketapang dla odkażenia ale już nie kombinuje bo się boję że je to tam poprzecina w tym inkubatorze takie to wszystko makutkie i delikatne. Może się to komuś przyda na przyszłość, że w razie jak by zaistniałą taka sytuacja jajka idzie odratować jeśli te pęcherzyki płodowe nie zostały naruszone. Na pewno nie wszystkie krewetki przeżyją ale na chwilę obecną 3 maluchy pływają już w kotniku

pozdrawiam